|
Trochę informacji ogólnych o wiklinie naturalnej - szlachetnym lecz kłopotliwym dla mnie tworzywie.
|
Wiklina to tylko jeden z wielu naturalnych surowców do wyplatania. Ja nie próbowałam innych, ale bardzo podobają mi się np wyroby z trawy
- takie jak ten koszyk.Z trawy można wyplatać nie tylko koszyki. Ten koszyk kupiłam na targowisku w Augustowie.
|
Sama wiklina daje wiele możliwości wyboru surowca. Ta, która jest najbardziej charakterystyczna i rozpoznawalna - to wiklina czerwona okorowana
- czyli bez skórki. A tu przykład koszyka z takiej wikliny. 
|
|
|
Bardzo przyjemnie wyplata się ze świeżej i nieokorowanej (ze skórką)) wikliny. Niestety taka świeża wiklina ma ograniczenia, bo można z niej korzystać tylko bezpośrednio po wiklinowych "żniwach" - czyli wczesną wiosną.
No i takie koszyki "chudną" - czyli z biegiem czasu wysychają i rozluźnia im się splot.
|
Z takiej nieokorowanej ale już nie świeżej ale wyschniętej,
po sparzeniu wrzątkiem, wyplata się najczęściej formy zewnętrzne. Tzn. takie, które można trzymać np. w ogrodzie. Są w dużym stopniu odporne
na warunki atmosferyczne i na "próchnienie". Bo co ciekawe - w skórce, wiklina ma naturalne substancje grzybobójcze, które zapobiegają rozkładowi drewna" "
|
|
|
Jest jeszcze wiklina biała, którą uzyskuje się przez pędzenie (moczarkowanie). Ponieważ jest to droga technologia,
taka wiklina jest droższa - "arystokratka" wśród wiklinowego tworzywa.
Samej wikliny jest wiele odmian - nie wszystkie służą do wyplatania. A te, z których się wyplata różnią się min kolorem.
Ten koszyk został np. zrobiony z trzech odmian wikliny.
Tak wyglądał bezpośrednio po wypleceniu.
|
Niestety z upływem czasu kolory wyblakły i teraz wygląda tak 
|
|
Powiem szczerze, że dla mnie odmiana wikliny nie ma większego znaczenia, a najważniejsze jest, żeby nie była kostropata i krucha.
Chodzi o to, żeby nie łamała się przy wyplataniu - bo to jest chyba najbardzej zniechęcające przy pracy z wikliną.
Tak więc podstawowym surowcem do wyplatania jest wiklina sucha okorowana, którą kupuje się w pęczkach "na wagę". Przed wyplataniem moczy się
ją w wodzie, żeby nabrała elastyczności. No i tu jest - że tak powiem - "pies pogrzebany". Bo kto wyplatał wiklinę w warunkach "blokowych",
ten wie jakie to jest uciążliwe, bo:
Pierwsze primo - wanna zajęta na kilka godzin.
Drugie primo - 1,5 metrowymi witkami w mieszkaniu, w którym normalnie żyją i przemieszczaja się różni osobnicy, jest bardzo uciążliwe.
Trzecie primo -podłoga na trasie łazienka-pokój jest notorycznie zachlapana wodą i zapylona wiklinowymi resztkami.
Czwarte primo - nadwyrężona cierpliwość domowników ma swoje granice i w pewnym momencie może nastąpić przeciazenie i spięcie.
Ufff - dotarłam tym sposobem do sedna tego monologu, bo chociaż kocham szczerym uczuciem naturalną wiklinę, to uważam, że PAPIEROWA WIKLINA jest dla niej wspaniałą alternatywą. Bo jest:
- ekologiczna,
- schludna,
- plastyczna,
- kreatywna,
- tania.
No wiem wiem - nie jest zbyt trwała. Ale to jak z czosnkiem: "Jedna wada - tysiąc zalet".
|